Odporność Matki

 Choroby zaczyna syn starszy przynosząc z przedszkola potem choruje młodszy a na końcu zwykle ja. Więc aby wzmocnić swoją odporność od kilku tygodni piję codziennie ” eliksir” który ma mi w tym pomóc. Dzieci też częstuję, ale niestety odmawiają, wspiera mnie tylko mąż.

darmowe-zdjęcia-2

Napój na bazie cytryny, czosnku oraz imbiry ewentualnie miodu.

Cytryna – jak wiadomo jedno ze źródeł witaminy C, podnosi odporność organizmu i łagodzi przebieg infekcji bakteryjnych i wirusowych, poprawia również cerę.

Czosnek – naturalny antybiotyk, hamuje rozwój bakterii i zwalcza infekcje

Imbir – jest bogaty w substancje przeciwzapalne, leczy przeziębienia.

Składniki:

4 cytryny

4 ząbki czosnku

3-4 cm imbiru

miód naturalny

2 l wody

Cytryny myjemy i kroimy w kostkę, czosnek i imbir obieramy ze skórki i kroimy na mniejsze kawałki. Wszystko blendujemy w malakserze. W oryginalnym przepisie należało wlać 2 l wody i zagotować, według mnie może składniki mogą stracić na właściwości gdy doprowadzimy do wrzenia wodę, wiec ja zalewam wodą gotowana, ale nie wrzącą. Następnie odcedzam przez drobne sito lub pieluchę tetrową. Napój jest bardzo kwaśny, dlatego można dodać naturalny miód dla osłodzenia. Enjoy!

Mam nadzieje, że napój bogów przyniesie  korzystne efekty. A ty co robisz dla swojego zdrowia?

 

 

Źródło informacji o cytrynie, czosnku i imbirze http://www.poradnikzdrowie.pl

 

Reklamy

Domowy hummus

Nie masz pomysłu na śniadanie czy kolację….?  Znudziły Ci się tradycyjne kanapki? Mam dla Ciebie super szybki przepis na zdrowy posiłek zawierający dobre źródło białka. W diecie dzieci białka roślinne powinny stanowić 1/3 należnej ilości białka. Ciecierzyca, znacie….lubicie….? O ile nie jestem zwolenniczka zupy z ciecierzycy, to hummus z ciecierzycy smakuje rewelacyjnie!

Hummus:

  • 2 szklanki ugotowanej ciecierzycy
  • 5-6 suszonych pomidorów w zalewie (oliwie);
  • 2-3 łyżki oliwy;
  • 1/3 szklanki wyciśniętego soku z cytryny;
  • 2 ząbki czosnku

Wszystkie składniki wrzucamy do malaksera i mielimy na gładką masę.  Do smaku można doprawić solą i pieprzem. Gotowa pastę smarujemy chleb. Smacznego!

 2016-03-11 07.39.58Mój 2 latek zajadał się hummusem, a 3 latek odmówił nawet spróbowania.

Gdy dziecko nas nie słucha

„Moje dziecko ma 3, 5 roku i nie słucha poleceń naszych ani w przedszkolu” mniej więcej takiego smsa dostałam od koleżanki, która ma dzieci w podobnym wieku co moje.

Nie jestem psychologiem, mimo iż bardzo ale to bardzo lubię psychologię dziecięcą i przeczytałam kilka książek w tym zakresie. Jestem przede wszystkim mama, obserwatorem który wyciąga wnioski.

Gdy dziecko nas nie słucha:

Zacznij od siebie

Zastanów się, czy masz wystarczający czas dla swojego dziecka ?  Wracasz zmęczona po pracy, masz jeszcze masę obowiązków, myślisz co masz do zrobienia i do załatwienia. Zaczynasz układać puzzle, a gdy dziecko sobie radzi już wymykasz do kuchni do następnego mamo! Stop nie tędy droga. Nie zajmuj się domem, czy innymi obowiązkami, bądź dla dziecka, nie obok, szykując coś w kuchni tylko razem. Moim patentem za zabawę gdy opadam z sił jest zabawa w np.lekarza. Leżę sobie a dzieci działają 🙂 Zróbcie coś razem, pobawcie się razem, poznaj bliżej swoje dziecko. Gdy masz więcej niż jedno dziecko, poświęć, również czas pomiędzy dzieci ale osobno, każdemu dziecku po 20min. Pomyśl sobie że skoro wracasz około 16-16.30 do domu na zabawę poświęcasz tylko 2h. Wyłącz telefon, nie włączaj komputera, bądź dla dziecka. Czas spędzony razem na pewno zaprocentuje.

Ustal zasady

3,5 latek to już całkiem fajny chłopak, istota bardzo rozumna i sprytna. Ustal z dzieckiem zasady, wskaż mu co wolno a czego nie. Takie dziecko  może już mieć pierwsze swoje obowiązki. Jak ustalamy zasady to staramy ich przestrzegać. Niech będą proste o zrozumiałe.

Nawiąż kontakt z dzieckiem

W momencie gdy dziecko nas nie słucha, bo zazwyczaj jest czymś innym zajęte. Krzyczenie z drugiego pokoju, wcale nie jest rozwiązaniem. Podejdźmy do niego bliżej, nawiążmy kontakt wzrokowy i powiedzmy o co nam chodzi.

Naucz się mówić do swojego dziecka

Na każde dziecko działa coś innego, ale obrócenie sytuacji czy polecenia  się pomaga obrócić w żart. Śmiech i radość pomagają rozładować sytuacje czy emocje. Wiec musisz być tak kreatywny, żeby coś śmiesznego wymyślić, a jednocześnie osiągnąć swój cel. Dodatkowo, naucz się innego słowa niż NIE. Zamiast powiedzieć na zadane pytanie” czy mogę obejrzeć bajkę?” powiedz ” możesz, jeżeli ….posprzątasz klocki”. Dzieci nie lubią, słowa NIE, na niektórych działa jak płachta na byka, za często je słyszą od swoich rodziców.

Chwal swoje dziecko

Każdy z nas lubi pochwały, lubi być doceniany, działa to na nas motywująco. Tak samo jest z dziećmi. Więc chwalmy swoje dzieci jak najczęściej. Często mówię do syna. np podobało mi jak podzieliłeś się zabawką z bratem , bardzo ładnie 🙂 Dziecko które się tylko strofuje wcale nie czuje się fajnie, prawda ?

Ogranicz TV

Kontroluj jak długo i co ogląda Twoje dziecko. Bowiem to co ogląda w tv ma na niego ogromny wpływ. A my tak naprawdę nawet nie wiemy co się dzieje wtedy z naszym dzieckiem, gdy odbiera za dużo bodźców i sobie z nimi po prostu nie radzi. Ustal z dzieckiem ile bajek może obejrzeć  albo ustaw budzik, będzie to dla niego znak, że już kończymy. Nie sadzaj dziecka przed TV tylko dla świętego spokoju. Jesteś rodzicem, już nie będziesz miał spokoju 😀

Ogranicz wpływ innych ludzi na wychowanie Twojego dziecka. Mam tu na myśli babcie czy dziadków. Uważam, że relacja z dziadkami jest bardzo ważna i należy o nią dbać, ale dziadkowie mogą nam pomoc wychowywać nasze dzieci, wspierać nas rodziców i przestrzegać przez rodziców ustalonych reguł. Rozumiem sytuację, gdy dziadki spędzają z dzieckiem czas raz kiedyś i łamią zasady bo mówią że to są żeby rozpieszczać dziecko. W momencie gdy mieszkamy razem, czy też bardzo blisko, często dziecko spędza czas z babcią powinna babcie podporządkować się do zasad ustalonych przez rodziców dla dobra dziecka. Moja koleżanka właśnie wiele spraw przemilczała, bo dziadkowie, brali na weekend, zajmowali się popołudniami, a ona mogła odpocząć,  mieć czas dla siebie. Tylko, że dziecko robiło na co miało ochotę, bo przecież babcia pozwoliła, jego ,świat nie jest wówczas uporządkowany. W ten sposób nie wychowamy dziecka, tylko pozbywamy się problemu.

Nie krzycz

Gdy dziecko nas nie słucha narasta nas w złość i rośnie frustracja. Wcale nasz podniesiony ton wcale nie wpływa dobrze na dziecko. Zaczyna wykonywać daną czynność bo się boi, a często po policzku płyną mu łzy. Stop nie tędy droga! Im dziecko jest bardziej zdenerwowane, zaczyna się złość, histeryzować,   my rodzice, powinniśmy, być opanowani i spokojni. Krzyk nie rozwiązuje sytuacji na stałe, tylko zastrasza!

Bądź konsekwentna

Jakiekolwiek podejmiesz działania, że Twoje dziecko zaczęło Cię słuchać musisz być konsekwentna, jeżeli ci trudno , to pomyśl, że robisz to z dla dobra Twojego dziecka.Tylko konsekwencja przyniesie oczekiwany skutek.

Wszystkie wyżej punkty przerobiłam ze swoimi dziećmi. Raz było lepiej raz gorzej. Teoria swoje a życie i codzienność swoje. Wszystko po to , żeby żyło nam się lepiej 🙂 Warto jednak zdawać sobie sprawę z własnych ułomności, warto pracować nad sobą, nad swoimi słabościami, po to aby wychować fajnych asertywnych chłopaków.

Nie walcz z dzieckiem tylko spróbuj je zrozumieć.

Masz o kogo zawalczyć, to Twoje dziecko. Podejmij wyzwanie aby rodzicielstwo dawało Ci radość, aby czas spędzony z dzieckiem był czasem miłym i pełnym radości a nie tylko obowiązkiem.

 

Moja pierwsza dycha

Moja pierwsza dycha czyli jak udało mi się pokonać po raz pierwszy dystans 10km.

Sobota. W planie treningowym 60 min biegu. Położyłam dzieci spać na dzienną drzemkę. Mąż był w domu, więc mogłam wyjść na trening. 60 min biegu miałam przebiec po raz pierwszy odkąd zaczęłam regularnie biegać. Te 60 min siedziało mi w głowie, 60 min czyli dystans około 10km, zastanawiałam się czy dam radę, różne myśli chodziły mi po głowie. Rozgrzewkę przeprowadziłam w domu. Ubrałam się, bo mimo 5 stopni na termometrze odczuwalna temperatura zero stopni.

Wybiegłam, pierwsze 5 km nie było żadnego problemu. Włączyłam sobie radio, głowa była zajęta słuchowiskiem. Na trasę wybrałam teren raczej płaski, żeby nie tracić sił na podbiegi. Po 5km zdałam sobie sprawę, że połowa dystansu za mną, więc jest dobrze, mam jeszcze siły, żeby biec dalej. Pierwsze kryzys pojawił się, gdy chciałam wbiec w las, wybrałam złą ścieżkę i wbiegłam w teren zarośnięty krzakami kolczastymi. Nie było drogi, tylko te krzaczory jakby od malin czy jeżyn. Musiałam przez nie przejść, nie dało rady przebiec. W końcu dotarłam do drogi polnej, nierównej, z kałużami i błotem. Mimo wszystko droga, więc zaczęłam biec dalej, przeprawa przez jeżyny pozwoliła trochę odpocząć. Wbiegłam na drogę i nie wiedziałam dokąd mnie zaprowadzi. Jak się okazało zrobiłam koło, i wybiegłam na koniec drogi, którą chciałam ominąć, z uwagi na wzniesienia. Nie dałam rady, musiałam przemaszerować. Minęłam największy podbieg i ruszyłam dalej, mimo resztek sił. Był to 7 km. W głowie ciągle powtarzałam sobie myśl „jesteś zwycięzcą” „dasz rade” „dawaj, dasz rade”. Wtedy też przypomniałam sobie wpis Ani z bloga pannaannabiega.pl, która opisywała jak przebiegła swój pierwszy maraton. Miała ścianę, opadała z sił, wtedy koleżanka przeprowadziła ją przez ten kryzys słowami ” biegnij dalej to minie”.  10km to możne nie maraton ale dla początkującego biegacza jest to jedno z pierwszy wyzwań, pierwszych sukcesów. Te słowa mi też pomogły, przecież do końca dystansu zostało tak nie wiele. Po siódmym kilometrze miałam kolejny kryzys, z daleka było widać już nasz blok. Wbiegłam na wzniesienie i znowu przeszłam przez około 30-50m, przechodząc przez teren błotnisty. Pomyślałam sobie, zostało już ci tak niewiele. Czas 55 min, czyli zostało 5 min biegu, około kilometra. Mimo, że plan treningowy przewidywał 60min biegu, chciałam przebiec 10km. Złapałam chwilę odpoczynku, zostały teoretycznie 1 km. Przebiegłam 9km, skończył się czas 60 min. Wtedy pomyślałam, ” dziewczyno dałaś radę 9km, jak różnica jeżeli zrobisz jeszcze jedn kilometr ?” Dobiegłam po swój dom i ruszyłam dalej, na ostatni kilometr, spokojnie po terenie płaskim, nie liczył się już czas chciałam zrobić swoje 10km. Udało się. Mimo kryzysów, ciężkich momentów, ciągle przywoływałam pozytywne myśli ” dopóki walczysz jesteś zwycięzca”. Mój pierwszy bieg na 10km  zakończył się czasem 1h 05 min.

2016-02-06 08.11.38

Wygrałam sama z sobą, pokonałam swoje słabości i TY TEZ możesz, wystarczy chcieć, trochę się postarać i naprawdę warto. Satysfakcja przeogromna. Jestem zwycięzcą, dołącz do mnie.

Pogodzić blogowanie z macierzyńswtem

Jesteś matką, żoną, kobietą, córką i synową masz swoje obowiązki ale pamiętaj, że masz też przywileje bo jesteś po prostu człowiekiem. Jeżeli w codziennej pogodni za obowiązkami jeszcze nie znalazłaś czasu dla siebie czas to zmienić i to szybko. Jeżeli nie zaczniesz się resetować czy realizować będziesz chodzić jak bomba zegarowa która pewnego dnia wybuchnie i eksploduje.

Podobnie jak ty jestem matką, matką dwójki dzieci, i tak jak ty mam masę obowiązków. Jak jedne się skończą to zaczynają się drugie, i tak siedzę jak świstak i zawijam w te sreberka…. Bywałam zmęczona, na tyle, że nie miałam już na nic ochoty, jak tylko dzieci poszły spać, nie miałam też energii z rana gdy wcześnie się budziły. I tak w kółko. Aż przyszedł ten dzień, dzień wielkich zmian. Po pierwsze nie chciałam już tak dalej, po drugie nie chciałam żeby dzieci widziały ciągle zmęczoną mamę. Spięłam pośladki i zaczęłam myśleć jak znaleźć czas dla siebie i własną realizację.  Jak ogarnąć cały galimatias i znaleźć czas dla siebie samej.

Dobra organizacja czasu to podstawa. Cały czas się jej uczę, bo nie jest doskonała, ale podstawy mamy już opanowane.

  1. Dobrze mieć plan dnia, dla siebie jak i dla dziecka. Dziecko przyzwyczajone do codziennej rutyny będzie spokojniejsze i chętniejsze do współpracy, wiedząc co po czym nastąpi. Tym samym już zyskujemy czas nie tracąc go na np. „walkę ” na ubranie malucha.
  2. Zakupy. Planowanie zakupów z wyprzedzeniem i oczywiście z listą. Nie marnujemy czasu ciągle na dokupywanie produktów których zabrakło. Zrobienie zakupów bez dzieci również pozwala zaoszczędzić sporo czasu jak i czasami awantur. Niektórzy korzystają już z zakupów spożywczych przez internet z dostawą do domu, ja jeszcze nie z tych.
  3. Sprzątaj, pierz na bieżąco. Nie zostawiaj sobie wszystkiego na jeden dzień. Sama myśl o tym ile masz jeszcze do zrobienia może być przytłaczająca.
  4. Ogranicz prasowanie, lub w ogóle nie prasuj. Nie cierpię prasować, i nie prasuje, chyba, że koszule. Staram się kupować ubrania dla siebie jak i dla dzieci które po prostu tego nie wymagają.
  5. Ogranicz tv. Zastanów się ile czasu spędzasz przed telewizorem, czasami „gapiąc” się lub oglądając tysięczny odcinek tasiemca, przerywany reklamami. Jeżeli musisz go koniecznie zobaczyć możesz to zrobić w dogodnym czasie przez internet. W moim domu praktycznie nie oglądamy TV i jakoś mi nie tęskno.
  6. Ogranicz internet. Policz ile czasu spędzasz w internecie w ciągu dnia. Ogranicz swój pobyt w sieci do spraw najważniejszych, priorytetowych. Facebook, ulubione blogi, news zrób przegląd i zrób selekcję.
  7. Gotuj na dwa dni. Zawsze czas poświęcony na przygotowanie posiłku możesz wykorzystać w inny sposób. Możesz również gotować razem z dzieckiem.
  8. Wykorzystaj na maksa drzemkę dziecka, lub jego sen nocny.
  9. Skorzystaj z pomocy innych. Czasami zdarza się pewnie, że wpadnie babcia, dziadek, wujek, kuzyn z wizytą. Dzieci się cieszą, a babcia czy dziadek też miło spędzą czas. Pogoda na dworze coraz przyjemniejsza, więc będziesz mogła mieć 1-2 h tylko dla siebie. Babcia ani Twoje dziecko nie potrzebuje asysty non stop. Naprawdę spędzą razem super czas.
  10. Nauczyć się prosić o pomoc. O ile masz taką możliwość przekaz dzieci pod opiekę dziadkom, dzieci fajnie spędzą czas, a ty wykorzystaj go dla siebie. Może masz w pobliżu sąsiadkę, inną mamę która ma dzieci w podobnym wieku. Pomagajcie sobie nawzajem.

Jeżeli coś bardzo kochasz, coś na czym  ci naprawdę zależy zawsze znajdziesz na to czas. Czyli można pogodzić blogowania z macierzyństwem. U mnie obecnie bieganie wygrywa z blogowaniem. Większa miłość?

Uwierz w siebie, a na pewno uda ci się to co zaplanowałeś. Wszystkie ograniczenia są w naszych głowach.

Bieg Tropem Wilczym

W całej Polsce zostały zorganizowane biegi ku pamięci Żołnierzy Wyklętych. Oddanie hołdu żołnierzom polskiego podziemnia antykomunistycznego działającego w latach 1944 – 1963 w obrębie przedwojennych granic RP oraz popularyzacja wiedzy na ten temat.

W naszym mieście taki bieg odbył się po raz pierwszy. Chętnie wzięłam w nim udział. Był to bieg rekreacyjny na dystansie 1963m. Dystans niewielki, ale ważna była idea, pamięć, rozpowszechnianie wiedzy jak i pamiątka dla samych biegających w postaci medalu i koszulki.

Biegam od niedawna, w sumie dla mnie to pierwszy medal. W poprzednich biegach nie było medali tylko pomiar czasu. W tym biegu nie było pomiaru czasu bo był to bieg rekreacyjny, ale  pamiątka i wspomnienia zostaną na zawsze. Dla początkujących biegaczy dystans w sam raz, żeby spróbować swoich sił a nie zrazić się do biegania.

W biegu wzięło udział 200 osób. Na miejsce zdarzenia przybyli z rodzinami. Moja niestety z powodu chorób musiała zostać w domu, ale dzieci w domu ucieszyły się z medalu.Na takich imprezach biegowych zawsze jest miła atmosfera, można spotkać znajomych niekoniecznie biegaczy jak i poznać ludzi z ta samą pasją.

Przed biegiem:

2016-02-28 11.36.59W biegu podbiegłam razem ze starszym bratem, który przyjechał w nasze strony w odwiedziny.

Już po wszystkim  z medalami:

2016-02-28 12.15.23

i oczywiście z żołnierzami:2016-02-28 12.16.58

 

 

 

 

 

Matka da radę

Zagościły w naszym domu, rozsiadły się i nie chcą wyjść mimo iż nie były zapraszane, mimo iż już mamy ich dość, mimo, że walczymy i walkę ciągle z nimi przegrywamy czyli chore dzieci i  mąż….

Miałam ambitne plany na wpisy. Tylko, że po drodze spotkały nas choróbska, że na nic nie mam sił. Powiedz matko , że czasami  też tak masz.

Krótka historia chorowania:

Sobota – rodzice maja wychodne do kina. Wracają zrelaksowani po dzieci, żeby się dowiedzieć, że Starszak ma gorączkę. Każda matka jak doktor sprawdza dziecku gardło – diagnozuje anginę ropną.

Poniedziałek – do pediatry w naszej przychodni nie można się dodzwonić od rana. Odwożę młodsze dziecko do babci, żeby uniknąć zakażenia jak i móc zająć się praca.Po drodze wstępuje do przychodni, jest tyle dzieci chorych , że nie ma szans na wizytę. Zresztą wiem, że nasz lekarz zaleci antybiotyk, więc rezygnuje i umawiam się na wizytę prywatną. Umawiam również męża do lekarza który boryka się z gorączką od dwóch dni.

Wtorek -leczymy anginę bez antybiotyków. Starszak jest dzielny. Dużo śpi, zbijamy gorączkę. Dużo pije, nic nie je.

Środa – starszak zaczyna jeść, gorączki brak, trochę pokaszluje. Ogólnie stan dobry. Młodszy zaczyna kaszleć, trochę marudzi, w nocy budził się kilkakrotnie a to oznacza chorobę. Sprawdzam temperaturę, ma już 38.5. Robimy zamianę młodszy zostaje w domu, starszak do babci.

W sobotę planujemy urodziny Michasia. Czy da radę wydobrzeć…? Mimo wszystko, nie odwołujemy, ba dziadki wyjeżdżają na następny weekend, więc szkoda, żeby ich nie było.

Piątek – budzę się sama z gorączką, biorę leki i jadę na zakupy. Mąż zostaje z dwójka dzieci. Młodszy nadal gorączkuje, starszy dokazuje.

Sobota – od rana jestem na lekach przeciwgorączkowych. Organizujemy przyjęcie urodzinowe, solenizant mimo wirusa i zmęczenia na lekach przeciwgorączkowych daje radę kilka godzin.Gorzej jest zawsze w nocy. Mimo własnego bólu gorączki 38,5 wstaję kilkakrotnie do młodego w nocy.

Poniedziałek – tata wraca do pracy, Jakub trochę pokaszluje ale idzie do przedszkola.Młodszy walczy z gorączką, katarem, łzawi. Umawiam się na wizytę do lekarza. Diagnoza – wirus. Zbijamy gorączkę, walczymy dalej. W końcu wygrywamy bitwę, i w weekend wychodzimy  nawet na spacer.

Kolejny Poniedziałek – telefon z przedszkola, że Jakub ma gorączkę. Znowu to samo lekarz, tym razem idziemy na NFZ. Diagnoza zapalenie oskrzeli. Antybiotyk, inhalacje, 2 tygodnie w domu. Umawiam się prywatnie do lekarza z zapytaniem, czy każde zapalenie oskrzeli trzeba leczyć antybiotykiem. Jedziemy do pani doktor. Osłuchuje syna i nie dobrej diagnozy, również zapisuje antybiotyk, ale daje nadzieje, że mogę się wstrzymać dwa dni, jeżeli przestanie gorączkować, mogę nie podawać. Syn jest silny i jego stan ulega poprawie, myślę, zastanawiam się czy dobrze robię, ale nie podaję mu antybiotyku. Starszy choruje a młody dokazuje.

Środa – młodszy zaczyna kaszle, na wieczór pojawia sie znów gorączką, nocka z głowy. Bo mimo 40 stopni, budzi sie ciągle, chce pić, raz wodę raz mleko,Mimo że gorączka spada, nie może zasnąć, marudzi, gada , stęka, nawet sie kłóci w końcu koło 4 zasypia….

Czwartek – idziemy na osłuchanie Jakuba. Ciągle jeszcze „rzęzi” mu w oskrzelach, ale plecki już czyste. Michasia też zabrałam, lekarz stwierdza że znowu ma wirusa 😦 Zaczynamy od nowa walczyć z infekcją.

Dziś jest niedziela. Młodszy w nocy gorączkował, spaliśmy razem. Starszy czuje się już lepiej, jeszcze pokaszluje. Przed nami jeszcze tydzień bez wychodzenia z domu. Teraz dzieci śpią, tata położył ich spać, sama byłam pobiegać, na biegu rekreacyjnym na niecałe 2km. Psychicznie poczułam się lepiej, żeby tylko dać radę w następnym tygodniu, żeby dzieci wyprowadzić na prostą.

Wirusie zostaw już naszą rodzinę w spokoju, daj nam się cieszyć dzieciństwem. Wiem , że ludzie borykają się z poważniejszymi chorobami, i chylę im czoła że dają radę., ja mam dość przy anginach, przeziębieniach, grypach wirusach……chorują na zmianę, teraz jednocześnie. Mi już brak sił. Kiedy to się skończy….?

Jak wzmocnić ich odporność…? Próbowałam już wielu rzeczy od naturalnych domowych sposobów, poprzez apteczną chemię. Co takiego robię  źle…? Może masz swój sposób jak uchronić dziecko przed infekcjami…….. Wszystkie rady chętnie przyjmę.